Kraków
Przyszedł do mnie Kraków.
Stuknął w drzwiach obcasami,
hołubcami przecwałował do pokoju.
Wyskoczył na balkon. Zobaczył Wisłę i Wawel.
Przekonany, że stoi przed lustrem,
zaczął sobie poprawiać wieże, przyczesywać Planty,
a nawet stroił miny, marszcząc ulice.
„Ładny jestem? Pójdziesz ze mną?” – łypnął na mnie, szelma,
bo wiedział, że ładny,
i wiedział, że pójdę.